Może tytuł powinien brzmieć „fioletowy nos – co z nim zrobić”, ale trudno pogodzę się ze stratą paru odwiedzających, bo mój apel zawarty w tytule posta jest jak najbardziej zasadny. Znam kilku mężczyzn z nosami i brodami alkoholików mimo iż osoby te wcale nie piją tyle by mieć jakiekolwiek podejrzenia o jawny lub ukryty alkoholizm. Panowie ci (mam nadzieję że tu trafią, bo w męskim gronie przecież nie porusza się kwestii „urodowych’) mają problem z trądzikiem różowatym. Dla nich niestety jest już za późno, bo na tym etapie pomóc może jedynie laser, ale setki, a nawet tysiące mężczyzn może ustrzec się efektu „nosa alkoholika” bądź „fioletowego nosa”, a wystarczy… wystarczy tak na dobrą sprawę zaprzestanie bagatelizowania problemu. Takie już moje szczęście, że trochę interesuję się zdrowiem, chorobami, urodą i kosmetykami, a wokół mnie aż roi się od mężczyzn, którzy stosowanie kosmetyków uważają za zbrodnię przeciwko męskości. Co gorsza sporo takich osób ma poważne problemy z cerą, a z czasem te problemy przekształcają normalną męską twarz w twarz gnoma. Ja w każdym razie nigdy bym do tego nie dopuścił, bo mam świadomość, że (uwaga!): intensywne czerwienienie się czyli tzw. rumień w okolicy nosa, na brodzie i na czole może stać się intensywnym sino-fioletowym guzowatym kartoflem, a taki kartofel budzi dość jednoznaczne skojarzenia. Możecie zaprzeczać znaczeniu wyglądu, ale to wygląd decyduje o tym, jak się nas ocenia i idąc na rozmowę kwalifikacyjną nie sądźcie, że ten kartofel (tudzież inne zaniedbania) nie będzie miał znaczenia.
No dobra, powiecie, ale ten kartoflowaty nos to przecież choroba. Owszem. Sęk jednak w tym, że kartoflowatości można było zapobiec. Jak?
Prerosacea itd.
Pewnie domyśliliście się już, że mowa o trądziku różowatym, a ten oczywiście nie wybiera. Tyle tylko, że bardzo łatwo rozpoznać pierwsze symptomy wskazujące na możliwość rozwinięcia się pełnoobjawowej choroby (lub dolegliwości jeśli ktoś woli). Symptomami tymi są:
- w początkowym etapie jedynie skłonność do nadmiernego czerwienienia się pod wpływem emocji plus suchość i wrażliwość skóry,
- potem rumień się utrwala a w obszarze zaczerwienienia pojawiają się pęknięte naczynka krwionośne (tzw. pajączki),
- kolejny etap to już krosty i pryszcze czyli typowe objawy trądziku, choć do objawów dochodzą też rozszerzające się pory,
- następnym etapem jest już formowanie się na twarzy guzków i przerostów tkankowych, czyli sino-fioletowy kartofel.
Łatwiej zapobiegać niż leczyć
To stwierdzenie w przypadku trądziku różowatego sprawdza się idealnie. Trądzikowi lepiej zapobiegać bo można mu autentycznie zapobiec. Trzeba dbać o skórę i zmienić lekko dietę. To wszystko. Wydaje się, że niewiele, ale większości mężczyzn i to sprawia problemy. Co robić? Jeśli widzisz, że masz skłonności do rumienienia się pod wpływem wiatru, emocji, alkoholu a do tego masz dość jasną karnację natychmiast zacznij obserwować swoje reakcje na zjadane pokarmy i natychmiast zacznij stosować kosmetyki do cery z trądzikiem różowatym, ale uwaga – stosuj te, które przeznaczone są dla mężczyzn. Od razu uprzedzam, że jest ich niewiele, wśród nich szczególnie warte polecenia są dermokosmetyki takie jak Pure Guild albo Revitol Rosacea. W ostateczności sięgnij po coś innego (byle było jak najlepsze). To powinno zapobiec rozrostowi trądziku, a nawet jeśli nie zapobiegnie wspomoże leczenie. Co ciekawe właśnie w tym przypadku dermatolodzy (ci poważni, mający na uwadze głównie dobro pacjenta) faktycznie polecają skupienie się na pielęgnacji i diecie, leczenie jest często niezbędne (helicobacter pyroli, roztocza, problemy hormonalne), ale jest po prostu dodatkiem.